NASZA PARAFIA

Śp. Ks. prałat Józef Molenda

Ks. Józef Molenda przez lata posługi zdobywał zaufanie swych parafian i nigdy go nie zawiódł. W ważnych sprawach potrafił być wielkim dyplomatą, umiejętnie godząc zwaśnione strony. W bezpośrednich relacjach z prostotą mówił, co myśli o danej osobie. Wrażliwy na ludzką krzywdę, a szczególnie na ubóstwo dzieci i młodzieży. Był organizatorem różnych form pomocy charytatywnej. Organizował wakacyjne wyjazdy dla dzieci i młodzieży, inicjował działania kulturalne i społeczne. Pozostawił po sobie wiele dzieł społecznych oraz wyremontowane obiekty sakralne. W trudnych czasach komunizmu zbudował dom parafialny oraz punkt katechetyczny, a na przełomie wieków Kaplicę pw. Św. Józefa.

Pół wieku temu na obrazku prymicyjnym napisał „Oto idę, Boże, pełnić Twoją wolę”. Zmarł w niedzielę 18 stycznia 2015 r., podczas której we wszystkich kościołach przed Ewangelią wybrzmiały słowa psalmu „Przychodzę, Boże, pełnić Twoją wolę”. To taki mały znak, który daje nadzieję dobrze przeżytego kapłaństwa. – Żegnając Księdza Józefa, czynię to w imieniu trzech pokoleń jego uczniów i uczennic. Tych, którzy przychodzili na katechezę, oraz tych wszystkich, których uczył jak żyć, wierzyć i kochać Pana Boga i człowieka – mówił w dniu pogrzebu ksiądz biskup Marek Mendyk. – Przypomina mi sie uroczystość 45. rocznicy świeceń kapłańskich Księdza Józefa, jaką obchodziliśmy 22 czerwca 2008 r. Miałem wtedy zaszczyt wygłosić jubileuszowe kazanie, jako jeden z ogromnego grona Jego uczniów. Pisząc wtedy tekst, cały czas tkwił mi w głowie fragment jednego z wierszy Różewicza pt. „Ocalony”. Tak jest i teraz, dlatego go przypomnę: „Szukam nauczyciela i mistrza. Niech przywróci mi wzrok, słuch i mowę. Niech jeszcze raz nazwie rzeczy i pojęcia. Niech oddzieli swiatło od ciemności”. Dzisiaj jestem przekonany, że Bóg dał nam na przestrzeni tych prawie 50 lat kapłańskiego posługiwania w Głuszycy, takiego właśnie nauczyciela i mistrza w osobie Księdza Józefa Molendy. Nauczyciela i mistrza, który otwierał wzrok na Pana Boga i potrzeby innych ludzi. odobnie wypowiadają sie inni kapłani, dla których Ks. Molenda był pierwszym proboszczem w kapłańskim życiu.  – Pod koniec seminarium bardzo modliłem się o swojego proboszcza i kiedy trafiłem do Księdza Józefa Molendy okazało się, że Bóg te modlitwy stukrotnie pomnożył – mówi ks.dr Grzegorz Uminski, ostatni wikariusz Księdza Józefa.

 

 

Z kolei ks. Krzysztof Iwaniszyn mówi tak: – Po Jego przejściu na emeryturę, kiedy obowiązki proboszcza przejął ks. Sławomir Augustynowicz, wytworzyła się tu znakomita atmosfera współpracy. Spotkały sie trzy pokolenia księży, które żyły już w innych światach, ale potrafiliśmy ze sobą współpracować i uczyć się od siebie. Ksiądz prałat był dla nas mentorem. Z jednej strony wymagającym ojcem, a drugiej dobrotliwym dziadkiem. Przekazywał nam całą madrość życiową: umiłowanie Boga, Kościoła i człowieka. Spotkanie z Nim odcisnęło ślad na kształcie mojego kapłaństwa. Kiedy jakiś człowiek przychodził do Niego z prośbą o pomoc, zawsze starał sie mu pomóc, szukając najlepszego rozwiązania. Potrafił w umiejętny sposób łagodzić konflikty, łączyć przeciwne strony. Co ważne,  parafianie bez obaw przychodzili do Niego po pomoc, bo mieli do niego wielkie zaufanie, które Ksiądz Józef wypracował przez dziesięciolecia i nigdy go nie zawiódł.

Kontynuatorem spuścizny po Ks. Józefie Molendzie jest ks. dr Sławomir Augustynowicz. To on towarzyszył Ks. Józefowi w ostatnich latach życia, kiedy postepująca choroba dokonywała coraz większych spustoszeń. – Chcę Go w pamięci zachować z tego wcześniejszego okresu, pełnego życia i energii – mówi wzruszony ks. Sławomir. – On w swoim kapłańskim życiu wspaniale połączył dwa elementy: duchowy i materialny. Z jednej strony bardzo dbał o stan kościołów, ich wyposażenie aż po najmniejsze detale. Z drugiej wielką wagę przywiazywał do rozwoju duchowego parafian. Chętnie przyjmował inicjatywy rozmaitych grup parafialnych i wspierał je w działaniach. Przykładał dużą wagę do godnego sprawowania liturgii. Dzisiaj cała Parafia to Jego uczniowie. Będziemy starali jak najlepiej rozwijać to, co nam zostawił.

Zanotował: Mirosław Jarosz